Recenzja pada DualSense Edge w 2006 roku
Na pierwszy rzut oka wygląda niemal jak zwykły DualSense, ale wystarczy chwila w dłoniach, żeby zrozumieć, skąd bierze się jego cena – DualSense Edge to kontroler z zupełnie innej półki. Jest ponad trzy razy droższy od podstawowej wersji, bo Sony pozycjonuje go jako sprzęt „dla wymagających”: z dodatkowymi przyciskami, regulacją spustów, profilami ustawień i rozwiązaniami, które mają realnie poprawić kontrolę w grach. W tej recenzji spojrzymy jednak na Edge’a nie tylko od strony funkcji i wrażeń z grania, ale też od strony serwisowej: zajrzymy do środka, sprawdzimy jak jest zbudowany i jakie elementy odpowiadają za jego „pro” charakter.
DualSense Edge powstał z myślą o graczach, którzy chcą dopasować pada do własnego stylu – szczególnie w strzelankach, grach akcji i tytułach esportowych, gdzie liczy się czas reakcji oraz powtarzalność ruchów. Jednocześnie to nie jest kontroler wyłącznie dla „pro” – nawet gracze casualowi odczują różnicę w ergonomii, wygodzie i możliwościach personalizacji, zwłaszcza jeśli grają często i nie lubią kompromisów. Pytanie brzmi tylko jedno: czy te usprawnienia naprawdę uzasadniają cenę i czy w praktyce DualSense Edge jest zakupem, który ma sens? Sprawdźmy to krok po kroku.
DualSense Edge – Nowa/stara konstrukcja
Zacznijmy od tego, że nie mamy tu do czynienia z rewolucją, tylko z bardzo przemyślaną ewolucją. Edge to alternatywna wersja klasycznego DualSense, która od razu „leży w rękach” znajomo – kształt, proporcje i ogólna ergonomia są niemal takie same jak w padzie dołączanym do PS5. Dzięki temu przesiadka jest wyjątkowo łatwa, bo nie trzeba uczyć się kontrolera od nowa. Różnice zaczynają się dopiero wtedy, gdy zwrócisz uwagę na detale: DualSense Edge jest odrobinę cięższy (o niecałe 50 gramów), ale konstrukcyjnie nadal pozostaje tym samym, wygodnym DualSense’em – tylko doposażonym w funkcje, których w podstawowej wersji zwyczajnie nie ma. Co ważne, żaden z nowych elementów nie „zabrał” wcześniejszych rozwiązań: haptyka, adaptacyjne triggery, touchpad, wbudowany mikrofon i cała reszta nadal są na miejscu.
Na pierwszy plan wysuwają się dodatkowe przyciski umieszczone pod analogami. W praktyce to szybki dostęp do profili i ustawień, bez przeklikiwania się przez menu konsoli – i to jest różnica, którą docenia się dopiero po kilku dniach grania. Podobnie jest z tyłem kontrolera: pojawiają się tu dwa wymienne przyciski, które można dopasować do własnych preferencji. Sony daje do wyboru końcówki półkopułowe oraz dźwigniowe, czyli dwa różne „czucia” pod palcami i dwie różne ergonomie pracy – jedni wolą stabilne, krótsze kliknięcie, inni bardziej sprężysty ruch dźwigni, szczególnie w dynamicznych grach.
Tuż nad nimi znajdziesz suwaki do trójstopniowej regulacji skoku spustów. To nie jest kosmetyka – ta funkcjonalność realnie zmienia sposób, w jaki kontroler zachowuje się w grach. Skrócenie drogi spustu potrafi dać zauważalnie szybszą reakcję w FPS-ach, a zostawienie pełnego skoku bywa niezbędne w wyścigach czy grach, gdzie liczy się precyzyjna modulacja nacisku. W dalszej części materiału wrócimy do tego, jak duży wpływ ma to na sterowanie i dlaczego w Edge’u jest to jedna z najważniejszych „pro” przewag nad zwykłym DualSense.
Analogi w padzie PS5 DualSense Edge
Skoro zaglądamy do środka DualSense Edge, logicznie zaczynamy od elementu, który w każdym padzie jest najbardziej „eksploatowany” – analogów. I tu od razu pojawia się naturalne pytanie: czy Sony zrobiło z nimi to, co Microsoft w Xbox Elite Series 2? W Elite’cie analogi przeszły wyraźną zmianę konstrukcyjną – pojawiły się metalowe wzmocnienia, a najważniejsze było jedno: użytkownik dostał możliwość regulacji naprężenia (czyli tego, jak „twardo” pracuje drążek). To rozwiązanie typowo „pro”, bo pozwala dopasować opór do własnych preferencji i rodzaju gry.
W DualSense Edge takiej rewolucji niestety nie ma. Sama konstrukcja analogów – rozumiana jako bazowy mechanizm potencjometryczny i sposób pracy modułu – jest bardzo podobna do tego, co znamy ze standardowego DualSense. Mówiąc wprost: Sony nie zaprojektowało nowego typu analoga ani nie dodało mechanicznej regulacji oporu drążków. Z perspektywy serwisowej oznacza to, że „serce” analogów nadal opiera się na rozwiązaniu, które użytkownicy PS5 kojarzą od premiery konsoli – z jego zaletami, ale i typowymi ograniczeniami.
To ważny punkt w ocenie Edge’a, bo w takim kontrolerze wielu graczy spodziewa się właśnie przełomu w analogach. A tu zamiast zmiany technologii dostajemy raczej inny kierunek: Sony poprawia funkcjonalność wokół analogów (ustawienia, profile, martwe strefy, limity reakcji), ale sam mechanizm ich działania pozostaje bliski klasycznemu DualSense. Dlatego w kontekście „czy analogi są nowe?” odpowiedź brzmi: nie – nie są nową konstrukcją w sensie mechanicznym, a przynajmniej nie w takim, jaki znamy z Elite Series 2.
Wymiana wadliwego analoga w DualSense Edge
Poświęćmy jeszcze chwilę gałkom analogowym. Pad PS5 Edge w zestawie poza standardowymi otrzymujemy dwie pary nakładek (wysokie i niskie), które możemy zamontować na drążku. To miły, choć nienadzwyczajny gest ze strony producenta, bo rozwiązania tego typu poznaliśmy już dawno temu przy okazji poprzednich generacji konsol. Jednak tym, co okazuje się niesamowicie przydatne, jest możliwość bezproblemowej wymiany całego modułu odpowiedzialnego za działanie analoga.
Dryfujacy pad PS5 czyli problem analoga to częsta usterka którą naprawiamy w Game Box Serwis. Wymaga otwarcia i wylutowania uszkodzonego analoga. Nie było to zadanie dla każdego, w padzie PS5 Edge można łatwo samodzielnie dokonać wymiany. Od zawsze był to jeden z najszybciej psujących się elementów kontrolera. Teraz nie musimy już wysyłać pada do serwisu, naprawy możemy dokonać sami i to bez używania żadnych narzędzi. Instrukcja jest banalnie prosta, wystarczy zdjąć osłonę, wysunąć uszkodzony element i zamontować nowy drążek. Gdyby z podobnego wyjścia skorzystało Nintendo, skarg na dryfujące analogi Joy-Conów do Switcha byłoby z pewnością znacznie mniej.
W Game-Box Serwis możemy wymienić analogi w DualSense Edge na nowocześniejsze rozwiązania typu Hall Effect lub TMR. To opcja dla osób, które chcą pójść krok dalej niż standardowa naprawa i zależy im na maksymalnej trwałości oraz stabilności działania, szczególnie jeśli grają dużo w FPS-y, gry sportowe albo po prostu nie chcą wracać do tematu po kilku miesiącach. W praktyce taka modernizacja ma sens wtedy, gdy pad jest intensywnie eksploatowany, a użytkownik oczekuje „spokoju na lata” zamiast kolejnej typowej wymiany w przyszłości.
Bateria w DualSense Edge
Po rozebraniu DualSense Edge pierwsze, co naprawdę rzuca się w oczy, to mniejsza bateria. Widać tutaj klasyczny kompromis projektowy: Sony chciało zachować tę samą bryłę i ergonomię, ale jednocześnie upchnąć w środku znacznie więcej „hardware’u”. Dochodzą przecież wymienne moduły analogów, mechanizmy związane z regulacją spustów oraz dodatkowe elementy odpowiadające za łopatki z tyłu i obsługę profili. A skoro obudowa miała pozostać prawie bez zmian, trzeba było gdzieś odzyskać miejsce – i niestety padło właśnie na akumulator.
Efekt jest prosty: bateria jest mniejsza wizualnie, a wraz z tym spada też jej realna pojemność. W DualSense Edge dostajemy 1050 mAh, podczas gdy standardowy DualSense miał 1560 mAh w poprzedniej konstrukcji. To oznacza, że Edge z definicji ma mniejszy „zapas energii”, a więc krótszy czas pracy na jednym ładowaniu – szczególnie gdy korzystasz intensywnie z funkcji, które naturalnie pobierają więcej prądu, jak wibracje haptyczne czy adaptacyjne triggery.
W praktyce trzeba to traktować jako koszt wejścia w wersję „pro”: Edge daje więcej kontroli i personalizacji, ale płaci za to pojemnością baterii, bo fizyki i miejsca w obudowie nie da się oszukać. Jeśli w kolejnej sekcji będziesz opisywał realny czas działania, to warto spiąć to jedną myślą: Edge jest zaprojektowany jak sprzęt turniejowy – częściej pracuje „na kablu” lub na stacji, a nie jako pad do wielogodzinnego grania bez przerw.
Od góry bateria pada DualSense, poniżej DualSense Edge.
Dostępność części zamiennych dla pada DualSense Edge
Uproszczeniem byłoby nazwanie DualSense Edge „tym samym padem, tylko z dodatkowymi przyciskami”. Po rozebraniu kontrolera na części pierwsze widać, jak dużo pracy zostało w to włożone – wiele elementów jest zaprojektowanych od nowa, inaczej poprowadzonych i wykonanych inaczej niż w klasycznym DualSense. W praktyce oznacza to jedno: znalezienie identycznych części i pełna „zamienność” z DualSense jest trudna, bo Edge to nie jest prosta modyfikacja starej konstrukcji, tylko osobny projekt.
W przypadku standardowego DualSense naprawy są przewidywalne, bo rynek jest nasycony i dostęp do części jest bardzo dobry. Dlatego serwis takiego pada PS5 nie stanowi dla nas problemu – można bez większych przeszkód kupić oryginalne komponenty, a wiele elementów jest dostępnych od ręki. Z DualSense Edge sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Na chwilę obecną wciąż mamy realny problem z dostępnością części do naprawy, a brak dotyczy nie tylko drobnych podzespołów, ale też elementów kluczowych z perspektywy serwisowej.
Co ważne, nawet to, co jeszcze niedawno było „oczywistą” częścią eksploatacyjną, potrafi zniknąć z oficjalnej sprzedaży. Moduły analogów, które przez długi czas były najłatwiej dostępnym elementem serwisowym Edge’a, obecnie również potrafią być niedostępne w oficjalnych kanałach. To pokazuje, że w przypadku tego kontrolera nie można zakładać, że części będą dostępne stale i w przewidywalnych terminach. Owszem, na rynku wciąż można czasem znaleźć elementy typu osłony analogów czy przednie panele w różnych kolorach, ale z perspektywy napraw najważniejsze są komponenty wewnętrzne – a z tym nadal bywa słabo.
Na dziś oznacza to, że serwis DualSense Edge wymaga bardziej ostrożnego podejścia: najpierw realnej diagnostyki, potem wyboru naprawy, która ma sens przy aktualnej dostępności części. Z czasem sytuacja może się poprawić, ale będzie to zależało od skali sprzedaży Edge’a i tego, czy producent oraz rynek części zamiennych faktycznie „pociągną” temat szerzej. W tej chwili jednak trzeba jasno powiedzieć: DualSense Edge to świetny kontroler, ale pod względem dostępności części serwisowych nadal jest dużo trudniejszy niż zwykły DualSense.
DualSense Edge i jego wpływ na wirtualną rozgrywkę
Wiemy, że tutoriale raczej nie są tym, co gracze uwielbiają najbardziej. W tym wypadku warto jednak pochylić się nad podpowiedziami, jakie powitają nas wraz z pierwszym uruchomieniem kontrolera. Z nich dowiemy się, jak stworzyć swój profil oraz odpowiednio zmapować przyciski. To ważne, bo możemy przypisać nowe ustawienia wszystkim dostępnym klawiszom. Wpłyniemy także na martwe strefy analoga czy regulację wibracji.
W porządku, ale jak to wszystko sprawdza się w grach? Wyobraźmy sobie dynamiczną strzelankę, może to być jedna z odsłon Call of Duty czy Destiny. W trakcie wymiany ognia wielokrotnie przełączamy się między różnymi typami broni, ale dzięki kontrolerowi DualSense Edge wybieramy także inne mapowanie przycisków np. dla strzelby czy karabinu snajperskiego. Tylnym przyciskom nadajemy funkcje przeładowania, kucnięcia czy ataku wręcz – w ten sposób nawet na moment nie odrywamy się od analogów. Co więcej, ustawienie płytkiego skoku triggera sprawi, że szybciej oddamy salwę w stronę przeciwnika. Z kolei po uruchomieniu wyścigów, szczególnie tych bardziej realistycznych lub nastawionych na szybkie reakcje, zmienimy działanie spustu, by zachować większą kontrolę nad prędkością pojazdu.
Dodajmy do tego jeszcze możliwość zapisania preferowanych ustawień (maksymalnie czterech) w pamięci urządzenia, by nawet podczas gościnnej rozgrywki, poczuć się jak w domu za sprawą własnego pada.
Pad PS5 Edge – plusy i minusy
Minusy
- Największą wadą urządzenia pozostaje jego cena, ale przy rosnących kosztach produkcji oraz szeregu zaimplementowanych opcji wcale nie powinna ona dziwić. Szczególnie że koresponduje, chociażby z kwotą, jaką wydalibyśmy na kontroler Elite Series 2 od Microsoftu.
- Możemy za to żałować, że producenci nie zdecydowali się na ulepszenie mikrofonu znajdującego się zarówno w podstawowej wersji DualSense, jak i edycji Edge. W obu przypadkach w znaczny sposób „zbiera” on szumy z otoczenia, przez co raczej nie sprawdzi się podczas dłuższych meczów online. Większość graczy pewnie tego nie zauważy, od razu decydując się na zakup słuchawek z mikrofonem.
- Pewne zastrzeżenia można mieć także do baterii, która zależnie od ilości wykorzystywanych funkcji, pozwala na ok. 4-5 godzin zabawy.
- Brak części zamiennych. Trzymam kciuki, żeby jak najszybciej się to zmieniło.
- Użyty identyczny analog co w poprzedniej konstrukcji
Plusy
- Konstrukcja została zaprojektowana od nowa z dbałością o szczegóły. Widać, że Sony nie poszło na łatwiznę.
- Wymienne moduły analogów.
- Bardzo ładne etui na pada z rewizją na przewód do ładowania.
- Bez wątpienia jest to najlepszy dostępny na rynku pad od Sony.
Co zawiera zestaw DualSense Edge?
Zanim przejdziemy do końcowej sekcji artykułu, warto jeszcze na chwilę zatrzymać się przy tym, co dokładnie dostajemy w pudełku. DualSense Edge nie jest sprzedawany jako „sam pad” – to zestaw, który ma od razu umożliwić personalizację bez dokupywania akcesoriów na start. Oprócz głównego kontrolera znajdziemy więc komplet elementów, które pozwalają dopasować go do własnych preferencji, zarówno pod kątem chwytu, jak i pracy analogów.
W środku mamy standardowe nakładki na analogi, ale też te, o których wspominaliśmy wcześniej – wysokie i niskie, dzięki którym można szybko zmienić charakter pracy drążków i to, jak precyzyjnie czujesz ruch w grze. Do tego dochodzą dwie pary tylnych przycisków, które montuje się od spodu kontrolera: możesz wybrać wersję bardziej „miękką” w odczuciu (półkopułową) albo bardziej „techniczną” i szybką (dźwigniową). To drobiazg na papierze, ale w praktyce potrafi zmienić ergonomię i wygodę w zależności od wielkości dłoni i stylu grania.
W zestawie znajduje się również przewód USB-C w oplocie, a do niego dodano specjalne złącze blokujące, które zapobiega przypadkowemu wysunięciu kabla z gniazda pada. To bardzo subtelny, ale naprawdę praktyczny dodatek – szczególnie jeśli grasz przewodowo albo ładujesz kontroler w trakcie sesji i nie chcesz, żeby kabel „latał” w gnieździe przy każdym ruchu. Na koniec mamy jeszcze element, który od razu zdradza, że Edge jest sprzętem klasy premium: utwardzane, stylowe etui, w którym pad jest dobrze zabezpieczony w transporcie i w przechowywaniu. Co ciekawe, etui ma rozwiązanie, które pozwala ładować kontroler nawet wtedy, gdy jest schowany – dzięki specjalnej klapce można odłożyć całość na półkę lub do szuflady, nie przerywając ładowania.
Kontroler DualSense Edge do PS5 – podsumowanie
Decydując się na zakup edycji Edge, raczej nie wyrzucimy pieniędzy w błoto – to wydatek, który w dużej mierze przekłada się na komfort i możliwość dopasowania kontrolera do siebie. DualSense Edge jest solidnie wykonany i sprawia wrażenie sprzętu premium: Sony nie oszczędzało na materiałach, a to oczywiście ma swoje odbicie w cenie. Już po kontakcie z samą konstrukcją widać, że to kontroler przemyślany w detalach – niewielkie zatrzaski, na których montuje się nakładki analogów, oraz magnesy trzymające tylne przyciski wyglądają na rozwiązania trwałe i odporne na typowe, codzienne zużycie.
Poza kwestiami stricte konstrukcyjnymi, największą zaletą Edge’a jest personalizacja. Możliwość tworzenia profili, ustawiania martwych stref, mapowania przycisków czy dopasowania pracy spustów sprawia, że kontroler można dostroić nie tylko pod własne preferencje, ale też pod konkretne gry i ich wymagania. W praktyce oznacza to mniej kompromisów i większą powtarzalność ruchów – a to docenią przede wszystkim osoby grające często, w dynamiczne tytuły, gdzie liczy się szybka reakcja i wygoda sterowania. Obok gadżetu takiego kalibru trudno przejść obojętnie, bo to jeden z tych sprzętów, które faktycznie czuć w rękach i w grze.
Warto przeczytać:












Game Box Serwis
Game Box Serwis 
Game Box Series
Game Box Serwis